Dziękujemy!

Dziękujemy!

Po 10 latach towarzyszenia naszemu Kolegium przez Panią Prezydentową, Agatę Kornhauser-Dudę, przyszedł czas pożegnać się…

Pani Prezydentowa patronowała naszej szkole w wielu naszych przedsięwzięciach, wspierała nasze inicjatywy, spotykała się z nami w szkole, internacie, w Pałacu czy w Belwederze.
Zawsze podkreślała, że jest zaprzyjaźniona z naszą szkołą i czuje się cząstką jej społeczności. Jest dla nas ogromnym zaszczytem, że Pierwsza Dama od września 2015 roku do czerwca 2016 roku prowadziła jako wolontariuszka koło języka niemieckiego i uczestniczyła w wielu uroczystościach szkolnych.
Agata Kornhauser-Duda często podkreślała, że Kolegium jest szczególnym miejscem, w którym młodzież zza wschodniej granicy może mieszkać i kształcić się. “I właśnie ci młodzi ludzie stanowią naturalny pomost pomiędzy naszym krajem a Wschodem. Dzięki decyzji o edukacji w naszym kraju utrwalają więzi łączące ich z Polską, polskim językiem i polską kulturą” – zwracała uwagę Pierwsza Dama.

Pani Prezydentowo, z całego serca dziękujemy za Pani obecność w życiu

Społeczności Liceum Polonijnego

Jak świętowaliśmy 1 czerwca – Dzień Dziecka w naszej szkole…

Jak świętowaliśmy 1 czerwca – Dzień Dziecka w naszej szkole…

2 czerwca w naszej szkole odbyło się naprawdę niezapomniane święto z okazji Dnia Dziecka. Ten dzień był prawdziwym początkiem letniego nastroju i przyniósł uczniom i nauczycielom wiele uśmiechów, radości i niezapomnianych wrażeń! Już od rana w szkole panowała prawdziwie świąteczna atmosfera: grała muzyka, przygotowane były tematyczne strefy, a dzieci — w doskonałych humorach — nie mogły się doczekać rozpoczęcia zabawy.

Warsztaty robienia bransoletek
Dla dziewczynek przygotowano ciekawe warsztaty z robienia bransoletek z koralików. Pod okiem opiekunów i wolontariuszy dziewczynki uczyły się dobierać kolory, poznawały techniki zaplatania i z dumą prezentowały swoje pierwsze rękodzieła. Wiele z nich zrobiło bransoletki nie tylko dla siebie, ale też na prezent dla mamy, przyjaciółki czy siostry. To była nie tylko zabawa, ale i rozwijająca praca twórcza.

Drewniane modele do składania
Chłopców szczególnie wciągnęła strefa z drewnianymi modelami. Mieli oni okazję złożyć modele samochodów, samolotów, statków i wielu innych ciekawych konstrukcji. Uczestnicy skupiali się na pracy, wymieniali się poradami i wzajemnie sobie pomagali. Gotowe modele dzieci zabierały do domu jako pamiątkę z wydarzenia i dowód swojej pracy.

Malowanie twarzy (akwarela)
Ogromną popularnością cieszyła się również strefa malowania twarzy. Kolejka do artystów nie kończyła się przez cały dzień! Dzieci zamieniały się w tygrysy, motyle, superbohaterów i postacie z bajek. Ich twarze promieniały radością, gdy patrzyły na siebie w lusterku. Kolory, brokat i szerokie uśmiechy stworzyły prawdziwie magiczną atmosferę.

Ciekawe eksperymenty fizyczne
Jednym z najciekawszych i najbardziej edukacyjnych punktów programu była strefa eksperymentów fizycznych. Dzieci z zainteresowaniem obserwowały, jak zmienia się kolor cieczy, jak przedmioty „unoszą się” w powietrzu dzięki strumieniom powietrza, jak powstaje miniaturowy wulkan czy bańki mydlane o nietypowych kształtach. Niektórym eksperymentom towarzyszyły „wybuchy”, dym i efekty specjalne, które wywoływały salwy śmiechu i oklaski. Nauczyciele opowiadali o zjawiskach w przystępny i ciekawy sposób, co rozbudziło w wielu dzieciach chęć do dalszego odkrywania nauki.

Słodkości i poczęstunek
Nie zabrakło też słodkości! Wszystkie dzieci mogły skosztować waty cukrowej i kolorowych cukierków. Różowo-białe „chmurki” z waty cukrowej cieszyły się powodzeniem zarówno wśród młodszych, jak i starszych uczniów. Słodki smak tylko dopełnił atmosferę radości i beztroski. W naszej szkolnej cukierence słodkości wydawała pani Renatka – pszczółka oraz pani Kasia księżniczka.

To był prawdziwy dzień dzieciństwa — radosny, kolorowy, pełen uśmiechów i ciepła. Serdecznie dziękujemy wszystkim organizatorom, nauczycielom, rodzicom i uczniom, którzy pomogli stworzyć to piękne wydarzenie. Niech lato zacznie się właśnie takim uśmiechem, jaki widniał na twarzy każdego dziecka tego dnia!

Biryukova Antonina

Dzień dziecka!!

Dzień dziecka!!

W Polsce obchodzimy go bardzo uroczyście, ale warto wiedzieć, że to święto ma długą historię i różne oblicza w zależności od kraju. W naszej szkole, w której uczą się dzieci z różnych państw – święto to ma jeszcze większe znaczenie – łączy kultury i przypomina, że dzieciństwo to czas, który wszędzie powinien być pełen beztroski, zabawy i bezpieczeństwa. W naszym Kolegium każdy z nas przynosi swoją historię, kulturę i wspomnienia. Ale Dzień Dziecka to coś, co łączy nas wszystkich. Bez względu na to, czy pochodzimy z Polski, Ukrainy, Rosji czy Kazachstanu – wszyscy zasługujemy na to, by być dziećmi: bawić się, rozwijać, czuć się bezpiecznie i kochani.
Pomysł zorganizowania święta poświęconego dzieciom zrodził się po II wojnie światowej. Oficjalnie Międzynarodowy Dzień Dziecka został ustanowiony w 1954 roku przez ONZ, jako forma promowania praw dziecka i ich ochrony. Różne kraje obchodzą to święto w różnych terminach, ale cel pozostaje ten sam – pokazać, jak ważne są dzieci i jak bardzo zasługują na miłość oraz wsparcie.
W Polsce Dzień Dziecka obchodzony jest 1 czerwca. W szkołach często organizuje się wtedy pikniki, gry, zawody sportowe i wycieczki. Dzieci dostają upominki, a lekcje są skracane albo całkiem odwołane. Wiele rodzin wspólnie spędza ten dzień – idą do kina, na lody, do zoo albo po prostu razem odpoczywają. Jednak w wielu miejscach Dzień Dziecka to także okazja, by mówić o poważniejszych sprawach – o prawie do edukacji, bezpieczeństwa, zdrowia. Organizacje społeczne i szkoły przypominają, że nie każde dziecko ma równe szanse, i że dorosłych obowiązkiem jest to zmieniać.
Czy warto świętować? Zdecydowanie tak! Dzień Dziecka przypomina dorosłym, że dzieci to nie tylko przyszłość – to także teraźniejszość, o którą trzeba dbać każdego dnia. A dla nas – uczniów – to doskonała okazja, by po prostu cieszyć się życiem, spędzić czas z przyjaciółmi i być razem. Wszystkim dzieciom – dużym i małym – życzymy uśmiechu, spełnienia marzeń i ogromu miłości!

Olga Biriukowa, kl. II Liceum Kolegium św. S. Kostki

Na skrzyżowaniu wielu nacji – a Polska wciąż jedna!

Na skrzyżowaniu wielu nacji – a Polska wciąż jedna!

“Nasza rodzina zawsze była częścią Polski. Zawsze podążaliśmy za polskimi tradycjami, a kuchnia w naszym domu była również polska.”- tak mówi matka rodziny Kurylo o podtrzymywaniu polskich tradycji w ich rodzinie. Państwo Kurylowie w swoich korzeniach posiadają szlachecką przeszłość, a ich losy toczyły się na skrzyżowaniu Polski, Białorusi i Ukrainy.

Po stronie matki wszystko zaczyna się w wiosce Olpień, która znajdowała się w województwie brzeskim. Do 1939 roku mieszkała tam drobna i skromnie żyjąca szlachta. Wielu nosiło potrójne nazwiska, które odzwierciedlały więzi rodzinne i tę miejscowość. Antonina Leszkiewicz-Zinowicz-Olpieńska i jej mąż Aleksander Leszkiewicz-Zinowicz-Olpieński byli właśnie takimi szlachcicami. Aleksander kierował cegielnią i zajmował szanowaną pozycję w społeczeństwie.

Wraz z nadejściem 1939 roku i władzy radzieckiej rozpoczął się proces aktywnej rusyfikacji: język polski został wyparty, wprowadzono prawosławie, nazwiska zostały uproszczone — potrójne formy zniknęły jako relikt minionego świata.

W 1943 roku Aleksander został zastrzelony przez niemieckich okupantów, a Antonina została sama z trójką dzieci: Aleksandrem, Marią i Haliną. Ich losy rozeszły się po różnych drogach. Maria studiowała w Łunińcu, a następnie poślubiła Kazimierza Boguckiego i przeniosła się z nim do Błonia pod Warszawą. Związek z tą gałęzią rodziny został utracony wiele lat temu. Halina wyszła za mąż za Maksymiliana Sokołowskiego i przeprowadziła się do Bydgoszczy. Z jej synem, Zdzisławem, rodzina nadal utrzymuje kontakt, a matka Haliny nawet odwiedzała ją, kiedy jeszcze żyła.

Syn Aleksander pozostał w Olpienie – obecnie stało się ono terytorium Białorusi. Jego los zakończył się tragicznie: zginął w wypadku samochodowym, pozostawiając troje dzieci – Ludmiłę, Eugenię i Irenę. Każdy z nich poszedł własną drogą, ale w sercu nosił cząstkę pamięci przodków. Irena mieszka obecnie w Mielcu, niedaleko Krakowa; Eugenia osiadła w Brześciu, a Ludmiła znalazła swój dom w Kijowie. To Ludmiła stała się żywym połączeniem między przeszłością a teraźniejszością — jest babcią ze strony matki, matką Niki, przedstawicielki następnego pokolenia. Przez nią ciągnie się wątek czasu łączący starą szlachecką Polskę ze współczesnym życiem w różnych zakątkach Europy.

Po stronie ojca historia przenosi się do innego zakątka dawnej Polski – miasta Dobromil, położonego wśród wzgórz, do 1939 roku należącego do Rzeczypospolitej, a następnie wchodzącego w skład Ukrainy. Tutaj w 1917 roku urodziła się Kupnicka Pawlina, prababcia ze strony ojca. Pochodziła z dużej, silnej rodziny, w której szacunek dla pracy i tradycji rodzinnych był sprawą honoru. W wieku siedemnastu lat, za pośrednictwem swojego brata, poznała Basiliusza Kurylo, utalentowanego stolarza, mistrza swojego rzemiosła. Bazyli posiadał własny warsztat, uczył uczniów, wprowadzał najnowsze technologie w tym czasie, a pewnego dnia powierzono mu przywrócenie krzesła samego Metropolity Andrzeja Szeptyckiego — jako symbol uznania jego wyjątkowego mistrzostwa.

Rodzina Pavliny i Basiliusa była silna i przyjazna. Mieli troje dzieci: Jarosława, Wandę i Irenę. Początkowo mieszkali w Dobromilu, ale później przenieśli się do Lwowa — miasta, w którym przeplatały się kultury i losy, i który stał się dla nich stałym domem. Tutaj minęło całe ich dalsze życie, tutaj znaleźli swoje ostatnie miejsce spoczynku. Do tej pory na jednym z lwowskich cmentarzy można znaleźć ich pomniki — jako przypomnienie korzeni, które mimo zmian zapuściły głębokie pędy w poczet historii.

Jarosław, dziadek ze strony ojca, urodził się w 1936 roku. Żył długie i dostojne życie we Lwowie – najpierw pod rządami sowieckimi, a następnie w niepodległej Ukrainie. Jego siostry, Wanda i Irena, również pozostały w tym mieście. Wanda zmarła latem 2024 roku, a Irina żyje już 83 lata swojego życia i przechowuje w swojej pamięci bezcenne wspomnienia z minionych dziesięcioleci.

W latach współczesnych, wypełnionych wiedzą o wszystkich tradycjach, historiach i patriotyzmie, dzieci rodziny Kurylo – Anastazja i Anatolij wyjeżdżają do Polski. Tak rozwijała się historia tej rodziny – na skrzyżowaniu narodów, granic i epok. Zmieniały się flagi, prawa, języki, ale niezmienna pozostała wewnętrzna więź z Polską, z jej tradycjami, wiarą i kulturą. I w każdej gałęzi tego drzewa rodowego – czy to Brześcia, Bydgoszczy, Kijowa, Lwowa, Błonia czy Mielec — żywa jest ta sama niewidzialna nić, która łączy przeszłość i teraźniejszość, czyniąc rodzinę częścią wielkiej historii Europy.

Historię rodziny Kurylów spisała Wiktoria Gadecka