Polecamy aukcje na rzecz Polaków ze Wschodu

Polecamy aukcje na rzecz Polaków ze Wschodu

Serdecznie polecamy nasze aukcje na portalu Allegro, z których całość pieniędzy zostanie przeznaczona na utrzymanie internatu dla młodych Polaków ze Wschodu, którzy uczęszczają do Kolegium św. Stanisława Kostki. Za wszelką pomoc i udostępnienie dziękujemy!

Piłka z autografem Kuby Błaszczykowskiego:

https://allegro.pl/oferta/pilka-z-autografem-kuby-blaszczykowskiego-18249381846

Ekskluzywne pióro “Pióra Polskie” od Kancelarii Prezesa Rady Ministrów:

https://allegro.pl/oferta/ekskluzywne-pioro-piora-polskie-od-kancelarii-prezesa-rady-ministrow-18225484308

Przekazali mi cząstkę Polski

Przekazali mi cząstkę Polski

Moi pradziadek Hnat (ur. 1920) i prababcia Bronisława (ur. 1929) urodzili się we wsi Choteń, na Chmielnicczyźnie. Ich rodziny miały polskie korzenie, które pielęgnowano nawet w najtrudniejszych czasach historycznych. Dorastali w środowisku polskojęzycznym, przestrzegali tradycji katolickich, szanowali pracę i wiarę.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, życie w Choteniu zmieniło się — wieś przechodziła z rąk do rąk: raz radzieckich, raz niemieckich wojsk. Rodzina doświadczyła represji, okupacji i wielu nieodwracalnych strat.
Po wojnie moi bliscy pozostali we wsi. Hnat pracował w kołchozie, został furmanem. Słynął z dyscypliny i siły. Bronisława pracowała jako salowa w miejscowym szpitalu, zajmowała się także gospodarstwem. Była osobą wrażliwą, potrafiła dostrzec serce w każdym człowieku. Jej oczy zawsze promieniały dobrocią. Spotkali się na wspólnym polu pracy, zakochali się i w latach 50. XX wieku pobrali się. Hnat i Bronisława zbudowali rodzinny dom w Choteniu. Pomimo zakazu publicznej działalności religijnej, w swojej rodzinie:

  • pielęgnowali język polski w codziennym życiu,

  • modlili się po polsku, mając w domu stary obraz Matki Bożej Częstochowskiej,

  • przygotowywali tradycyjne polskie potrawy: bigos, żurek, makowiec,

  • obchodzili Boże Narodzenie i Wielkanoc według polskich zwyczajów — z opłatkiem, święconką i sianem pod obrusem.

Wychowali dzieci w miłości do rodzinnej ziemi, wiary i wartości rodzinnych.
Pradziadek i prababcia przeżyli godne życie. Przekazali nam nie tylko pamięć o sobie, ale także cząstkę Polski, która żyła w ich zwyczajach, języku, przepisach, spojrzeniu na świat. Ich dom był miejscem, gdzie przeszłość żyła w każdym geście.

Dziś z dumą wspominam ich imiona:
Hnat — silny, milczący, dobry.
Bronisława — łagodna, pracowita, cierpliwa.

Ich historia to historia moich korzeni. I mam zaszczyt być ich potomkiem

Jurek Dubowski

Polskość, której nic nie złamie

Polskość, której nic nie złamie

Rok 1936 stał się czasem surowych zmian w rodzinie Marii Zasadskiej. W
ramach przymusowego przesiedlenia, wymuszonego przez władze
radzieckie, Maria i jej bliscy zostali deportowani z terenów
położonych na pograniczu Polski i Ukrainy. Podstawą deportacji była
polska narodowość rodziny. Była to trudna, gorzka droga w głąb kraju,
która stała się próbą wytrwałości i wiary.
Nowym, wymuszonym domem rodziny stała się osada specjalna we wsi
Karadyr w odległym obwodzie akmolińskim w Kazachstanie. Tam, w
warunkach zesłania i surowego klimatu, wśród innych przymusowych
przesiedleńców, Maria Zasadska próbowała ułożyć sobie i rodzinie nowe
życie.
Właśnie w Karadyrze, na osadzie specjalnej, urodziła się córka Marii —
Halina Zasadska. Narodziny dziecka w tych ciężkich warunkach stały się
jednocześnie nowym brzemieniem i symbolem niezłomnej nadziei — nadziei
na to, że życie, mimo wszystko, trwa dalej. Kiedy Kazachstan uzyskał
niepodległość, babcia została uznana za ofiarę represji politycznych i
zaczęła szukać opcji powrotu do domu, ale dopiero w 2020 roku udało
jej się odzyskać wszystkie niezbędne dokumenty, aby złożyć wniosek do
Ambasady o program repatriacji. Od września ja, potomek niezłomnych
Polaków, mieszkam w Warszawie i uczę się w polskiej szkole – Kolegium
św. Stanisława Kostki i jestem dumny z mojej rodziny, która tak wiele
wycierpiała.
Igor Konowalow

Poniżej link do historii rodziny Igora
https://wpolsce24.tv/polska/pomagaja-islamskim-migrantom-dla-polakow-nie-maja-miejsce,48656

Rok 1936 stał się czasem surowych zmian w rodzinie Marii Zasadskiej. W
ramach przymusowego przesiedlenia, wymuszonego przez władze
radzieckie, Maria i jej bliscy zostali deportowani z terenów
położonych na pograniczu Polski i Ukrainy. Podstawą deportacji była
polska narodowość rodziny. Była to trudna, gorzka droga w głąb kraju,
która stała się próbą wytrwałości i wiary.

Nowym, wymuszonym domem rodziny stała się osada specjalna we wsi
Karadyr w odległym obwodzie akmolińskim w Kazachstanie. Tam, w
warunkach zesłania i surowego klimatu, wśród innych przymusowych
przesiedleńców, Maria Zasadska próbowała ułożyć sobie i rodzinie nowe
życie.

Właśnie w Karadyrze, na osadzie specjalnej, urodziła się córka Marii —
Halina Zasadska. Narodziny dziecka w tych ciężkich warunkach stały się
jednocześnie nowym brzemieniem i symbolem niezłomnej nadziei — nadziei
na to, że życie, mimo wszystko, trwa dalej. Kiedy Kazachstan uzyskał
niepodległość, babcia została uznana za ofiarę represji politycznych i
zaczęła szukać opcji powrotu do domu, ale dopiero w 2020 roku udało
jej się odzyskać wszystkie niezbędne dokumenty, aby złożyć wniosek do
Ambasady o program repatriacji. Od września ja, potomek niezłomnych
Polaków, mieszkam w Warszawie i uczę się w polskiej szkole – Kolegium
św. Stanisława Kostki i jestem dumny z mojej rodziny, która tak wiele
wycierpiała.

Igor Konowalow

Poniżej link do historii rodziny Igora
https://wpolsce24.tv/polska/pomagaja-islamskim-migrantom-dla-polakow-nie-maja-miejsce,48656

Nazywam się Grigorii Chernyshov – jestem Polakiem. I jestem dumny ze swojej historii!

Nazywam się Grigorii Chernyshov – jestem Polakiem. I jestem dumny ze swojej historii!

Zacznijmy od czasów II wojny światowej. Na terenach dzisiejszego województwa podlaskiego, w okolicach Sokółki (po stronie Polski) i Grodziska (obecnie Białoruś), znajdowała się mała wieś Podbagoniki, licząca wtedy zaledwie 15 domów. Właśnie tam mieszkał mój prapradziadek Roman Sołowiej, który ożenił się z Nadieżdą Karnatowską. Jej ojciec – Mikołaj Karnatowski – był w połowie XVIII wieku naczelnikiem Zakładu Kolei w Petersburgu.

Roman i Nadieżda mieli wiele dzieci, a jednym z nich był mój pradziadek Leonid Sołowiej – człowiek orkiestra: dziennikarz, fotograf, nauczyciel, dyrektor szkoły i sołtys rodzinnej wsi. W czasie wojny Roman został uwięziony w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Leonid próbował go ratować – również trafił do obozu. Dzięki pomocy księdza udało się wykupić Leonida za 30 beczek miodu. Niestety, Roman zginął. W 1942 roku Leonid znów był zagrożony aresztowaniem. Uciekając przed Niemcami, został postrzelony w nogę – kula zmiażdżyła kość. Od tego czasu kulał, a później poruszał się na wózku inwalidzkim.

Pod koniec wojny urodziła się moja babcia. Dorastała w tamtych stronach, a na studia została – jak wielu w ZSRR – wysłana do Królewca (dzisiejszy Kaliningrad), gdzie poznała mojego dziadka. Po pewnym czasie wrócili w rodzinne strony. Mój dziadek uczył się w Pszczelinie, w dzisiejszym województwie mazowieckim. Później studiował na Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie oraz odbył praktyki w Krakowie. Z tego małżeństwa urodził się mój tata, który pracował i w Rosji, i na Białorusi. Tam poznał moją mamę. Pobrali się i zamieszkali w Królewcu, gdzie urodziłem się ja.

Po stronie mojej mamy wiadomo jedynie, że jej ojciec – Aleksander Zabrodzki – pochodził ze szlachty, jednak w czasie wojny musiał to ukrywać. Wszystkie dokumenty i informacje o jego pochodzeniu zaginęły.

Jak trafiliśmy do Polski?

Po ukończeniu szkoły podstawowej razem z moją siostrą Varvarą przeprowadziliśmy się do Polski. Miałem wiele obaw – bałem się, jak będę odbierany, mówiłem słabą polszczyzną, obawiałem się czy zostanę zaakceptowany. Wbrew wszystkim moim lękom – było pięknie. Ludzie przyjęli mnie z otwartością, miałem wielu przyjaciół i czułem się naprawdę dobrze. Dostałem się do Liceum świętego Stanisława Kostki w Warszawie – szkołę tę polecił nam główny konsul Polski w Królewcu w czasie, gdy składaliśmy wniosek o Kartę PolakaKartę Polaka otrzymaliśmy dzięki ogromnemu wysiłkowi włożonemu w poszukiwanie dokumentów naszych korzeni, aż wreszcie udało się odnaleźć archiwalny dokument potwierdzający naszą prawdziwą polską narodowość.

Choć wychowywałem się za granicą, nigdy nie wyrzekliśmy się naszej polskości. Na Boże Narodzenie co roku jeździmy do Zakopanego – zjeżdżamy na nartach, śpiewamy z góralami, świętujemy po polsku. W każdą niedzielę w naszej rodzinie obchodzimy „dzień polski” – mówimy tylko po polsku, używamy przysłów, oglądamy klasyczne polskie filmy i pielęgnujemy naszą tradycję. Nazywam się Grigorii Chernyshov – jestem Polakiem. I nigdy o tym nie zapomnę!

Dziękujemy!

Dziękujemy!

Po 10 latach towarzyszenia naszemu Kolegium przez Panią Prezydentową, Agatę Kornhauser-Dudę, przyszedł czas pożegnać się…

Pani Prezydentowa patronowała naszej szkole w wielu naszych przedsięwzięciach, wspierała nasze inicjatywy, spotykała się z nami w szkole, internacie, w Pałacu czy w Belwederze.
Zawsze podkreślała, że jest zaprzyjaźniona z naszą szkołą i czuje się cząstką jej społeczności. Jest dla nas ogromnym zaszczytem, że Pierwsza Dama od września 2015 roku do czerwca 2016 roku prowadziła jako wolontariuszka koło języka niemieckiego i uczestniczyła w wielu uroczystościach szkolnych.
Agata Kornhauser-Duda często podkreślała, że Kolegium jest szczególnym miejscem, w którym młodzież zza wschodniej granicy może mieszkać i kształcić się. “I właśnie ci młodzi ludzie stanowią naturalny pomost pomiędzy naszym krajem a Wschodem. Dzięki decyzji o edukacji w naszym kraju utrwalają więzi łączące ich z Polską, polskim językiem i polską kulturą” – zwracała uwagę Pierwsza Dama.

Pani Prezydentowo, z całego serca dziękujemy za Pani obecność w życiu

Społeczności Liceum Polonijnego